Paulina Grabowska-Lisowska: Jako spawalnicy musimy się uczyć na bieżąco
O blaskach i cieniach pracy w spawalnictwie, trudnościach, z jakimi zmagają się pracownicy tej branży, o tym, co należałoby zmienić i o perspektywie na przyszłość opowiada nam Paulina Grabowska-Lisowska, inżynier spawalnik i założycielka strony przepisyspawalnicze.pl.
Pani Paulino, proszę na wstępie powiedzieć kilka słów o sobie. Czym się Pani zajmuje, w jakim obszarze Pani działa?
Od 2014 roku nieprzerwanie jestem związana z branżą spawalniczą. Początkowo zdobywałam doświadczenie jako inżynier spawalnik w firmie Rockfin, następnie jako inspektor spawalniczy, inspektor urządzeń ciśnieniowych w Jednostkach Notyfikowanych TÜV Süd oraz TÜV Thüringen. Obecnie jestem przedsiębiorczynią i zajmuję się doradztwem spawalniczym, wdrażam wymagania norm spawalniczych w firmach w taki sposób, aby rzeczywiście one z nich korzystały. Dodatkowo na co dzień obsługuję zakłady produkcyjne, w których wspomagam głównych spawalników w nadmiarze ich pracy poprzez: przygotowania do audytów, opracowanie dokumentacji spawalniczych, przygotowanie prób spawalniczych pod kwalifikacje WPQR i egzaminy spawaczy.
Dodatkowo moją misją jest to, aby osoby, którym rzeczywiście zależy na zdobyciu wiedzy z zakresu norm spawalniczych, miały do tego łatwy dostęp. Owocem tego jest mój blog spawalniczy – Przepisy Spawalnicze, a od niedawna również sklep Przepisów Spawalniczych, gdzie można zakupić materiały edukacyjne i szkoleniowe.

Chciałabym zapytać o Pani drogę zawodową. Jak to się stało, że trafiła Pani właśnie do tej branży? To był przypadek czy dobrze ułożony plan?
Oczywiście, że nie było to zaplanowane. Nawet nie wiedziałam, że istnieje taki zawód jak inżynier spawalnik. Aczkolwiek z branżą produkcyjną jestem związana od dziecka, ponieważ mój tata był planistą produkcji.
Zaczynając od początku. Jeszcze w liceum sądziłam, że zostanę lekarką (byłam w klasie biologiczno-chemicznej), jednak na szczęście ten kierunek nie był mi dany − o czym się przekonałam, odbierając wyniki matur z biologii i chemii. Natomiast bardzo dobrze zdałam matematykę, więc pomyślałam, że warto spojrzeć na kierunki techniczne. Mój kolega zainspirował mnie do aplikacji na studia Mechaniki i Budowy Maszyn na Politechnice Gdańskiej. Jednak finalnie na studia do Gdańska (pochodzę z Bydgoszczy) ze wszystkich moich znajomych pojechałam zupełnie sama.
Na studiach inżynierskich wymagane było odbycie praktyk studenckich. Początkowo pracowałam w dziale przygotowania produkcji, ale jednocześnie poznawałam całą firmę (niestety dość ekspresowo, bo praktyki trwały zaledwie miesiąc). Postanowiłam wtedy, że chciałabym kontynuować praktyki i rozpocząć staż w Dziale Technologicznym, którego częścią było właśnie spawalnictwo. Tak też się stało, po rozmowie rekrutacyjnej dostałam pracę początkowo jako stażystka, później już jako inżynier spawalnik. Wtedy jednocześnie pracowałam i studiowałam dziennie na Politechnice, więc wejście na rynek pracy przebiegło dość naturalnie. Szczerze mówiąc, dopiero pracując w przemyśle, polubiłam spawalnictwo i związane z nim wyzwania. Szczególnie te z klientami i specyfikacjami pod konkretne projekty.
