Artystyczne podejście do stali. Laserowe wycinanie elementów dekoracyjnych
Jak w Adorno wygląda proces projektowo-produkcyjny?
Można powiedzieć, że u nas za dwa tygodnie zaczyna się zima. Wzory robimy z rocznym wyprzedzeniem, czyli projekty na Boże Narodzenie produkujemy przed Bożym Narodzeniem – ale rok wcześniej. Produkcja natomiast odbywa się z półrocznym wyprzedzeniem. Do końca czerwca, lipca maksymalnie, musimy wysłać produkty z serii zimowej. Mamy oczywiście taką swoją stałą kolekcję, ale najczęściej klienci mają swoje wzory, pomysły. Dopiero potem my to korygujemy, wychodzimy z własną inicjatywą i poprawkami, bo przenosząc raster na projekt wektorowy, okazuje się, że nie wszystko, co sobie klient założył, jest możliwe do realizacji. Czasem są narzucone projekty – niektóre firmy mają swoich projektantów, którzy nam wysyłają gotowe pliki. My też musimy jednak zwrócić uwagę na wiele rzeczy, ponieważ ograniczają nas np. wymiary blach czy możliwości maszyn. Zdarza się, że sugerujemy poprawki, bo nie wszystko da się zrobić z metalu – musimy dopasować projekt do materiału, na którym pracujemy. Wszystkie nasze produkty sprzedawane są na bieżąco, w związku z czym nie posiadamy swojego magazynu.
Czy jakiś projekt, wzór jest szczególnie popularny? Co jest najchętniej zamawiane przez klientów?

Najwięcej produkujemy liście ginko, często dodajemy go też do innych projektów. Jest bardzo prosty, bez wewnętrznych elementów. Symbol liścia Ginko (Miłorzębu) jest bardzo popularny w Niemczech. Johann Wolfgang Goethe w rozdwojonym liściu dostrzegł symbol miłości, a zarazem szczęścia. Wykonujemy również niezliczone ilości kwiatów z metalu, których pąki rozświetlają elementy z kolorowego szkła.
Jak ocenia Pan czas pandemii w branży, jak Adorno sobie z nią poradziło?
Dla nas początek pandemii również był ciężki. Byli klienci, którzy się przestraszyli i rezygnowali z zamówień. Przez dwa miesiące pracowaliśmy na około 50%. Okres pełen obaw, ale i zarazem wyzwań. Poszukiwanie nowych rynków zbytu, wsparcie od Państwa, a najważniejsze dzięki zaangażowaniu całej załogi naszego zakładu udało nam się nie tylko przetrwać, ale i pojawiły się nowe możliwości. Ostatecznie okazało się, że odbiorcy naszych produktów z powodu braku możliwości wyjazdu na urlop… zostawali w domach, ogródkach i je dekorowali, aby się w nich dobrze czuć. Często mówię, że podczas kryzysu można się rozwinąć. My odpowiedzieliśmy na zapotrzebowanie, które się pojawiło w tym czasie. Poza tym metal jest taką dziedziną, w której cały czas coś się dzieje.
Czy mają Państwo dużą konkurencję? Wiele firm pewnie teraz szczególnie chce poszerzać asortyment i rozpoczyna nową produkcję.
Pojawia się coraz więcej takich firm na rynku polskim, ale konkurencja zawsze była, jest i będzie. W Niemczech są trzy duże firmy, które produkują podobne rzeczy w dużych ilościach. Patrząc na to, co się dzieje w Niemczech na targach, kiedy się odbywały, to co roku dochodziły dwie, trzy nowe firmy, albo ktoś miał podobny towar dodatkowo. Ale czy to coś zmienia? Nie sądzę. Bardziej trzeba zapytać, do jakiego momentu każdy chce się rozwinąć.
A Państwo w jakim kierunku zmierzacie? Jakie są plany Adorno na rozwój?
W niedługim czasie chcemy wejść na rynek polski. Coraz więcej naszych produktów widzimy w sklepach, w hurtowniach w naszym kraju, a one są sprowadzane z Niemiec. Przychodzi czas, że będzie można sprzedawać je i u nas. Rynek się zwiększa. Możliwości jest bardzo dużo.






