Sto lat rozwoju
László Török, dyrektor generalny firmy Yamazaki Mazak na Europę Środkową i Wschodnią, objął to stanowisko w 2019 roku, gdy firma świętowała sto lat obecności na rynku. László Török opowiedział czytelnikom czasopisma „STAL Metale i Nowe Technologie” o swojej wizji i pomysłach.
Kolejne sto lat zdaje się być następnym wyzwaniem na przyszłość w obszarze nowoczesnej obróbki i nowych technologii. Czy traktuje Pan swoją nową rolę zawodową jako osobiste wyzwanie?
Czy można wymarzyć sobie lepszy moment na dołączenie do firmy? Sto lat ciągłego rozwoju, wzrostu i zajmowania pierwszoplanowej pozycji na rynku stanowi godny podziwu wynik. Trudno byłoby znaleźć osobę, która nie chciałaby być częścią takiej firmy. Innowacje i zdolność do przystosowywania się do szybko zmieniających się środowisk będą oczywiście odgrywać kluczową rolę w nadchodzącym okresie i dotyczy to także sektora obróbki. Firma Yamazaki Mazak ma wspaniałą historię innowacyjności i odkrywania nowych rozwiązań technologicznych. W przyszłości wyzwaniem będzie prawdopodobnie szybkość. Wszyscy wiemy, że tempo, w jakim zmienia się technologia, rośnie wykładniczo. We wcześniejszych latach mojej kariery miałem okazję stać po drugiej stronie i korzystać z rozwiązań Yamazaki Mazak. Umiem zarządzać ciągle zmieniającym się środowiskiem i systematycznym działaniem w warunkach, w których sukces firmy opiera się na produktach i ludziach.
Jakie były Pana pierwsze wrażenia na nowym stanowisku i w nowej firmie?
Od razu poczułem, jakbym wrócił do miejsca, które bardzo dobrze znam. Z firmą Yamazaki Mazak miałem kontakt od prawie 20 lat. Pracowałem w przedsiębiorstwie, które było jednym z największych odbiorców maszyn Yamazaki Mazak na Węgrzech. Jestem inżynierem mechanikiem specjalizującym się w projektowaniu maszyn, dlatego konstrukcja maszyn i obróbka zawsze były mi bliskie.
Jak na decyzję o objęciu nowego stanowiska i dołączeniu do firmy zareagowała Pana rodzina?
W moim życiu pracowałem dla dwóch dużych, rodzinnych firm. Na poprzednim stanowisku przepracowałem ponad 20 lat. Była to świetna firma, którą razem ze wspaniałym zespołem budowałem na Węgrzech od zera do ponad 2200 pracowników. W tej podróży towarzyszyły mi żona i dzieci. Gdy dzieci miały około 10 lat, zacząłem zabierać je na coroczne firmowe imprezy dla rodzin pracowników, w liceum zdobywały w tej firmie doświadczenie zawodowe i w niej przygotowywały swoje prace dyplomowe. Może Pani sobie wyobrazić ich reakcję. Rozumiały jednak moją chęć, by po tak wielu latach zacząć robić coś innego i stawić czoła nowym wyzwaniom, i jak każda wspaniała rodzina kibicowały mi zza kulis. Dzisiaj widzą, że była to trudna, ale dobra decyzja.
