Zerwane łańcuchy dostaw i rosnące zapasy. Co z tym zrobić?
Od 2020 roku żyjemy w erze pandemii, a to ma wpływ na sposób działania firm z różnych branż. Problemy, z którymi borykają się producenci samochodów, maszyn i sektor elementów złącznych, są w większości takie same – zerwane łańcuchy dostaw i rosnące zapasy.
Jak COVID-19 zmienił rzeczywistość dla przedsiębiorców?
Mało mówi się o tym, że jeszcze w czerwcu tego roku musieliśmy zmierzyć się z rygorami dotyczącymi COVID-19. Mam na myśli Chiny – „fabrykę świata” dostarczającą towary i komponenty niezbędne do produkcji w wielu zakątkach świata, w tym w Polsce. Tam nadal obowiązywał reżim sanitarny. Cofnijmy się jednak do roku 2020, kiedy to pojawił się nie tylko wirus, ale i zerwane łańcuchy dostaw. Po początkowym szoku wywołanym przez COVID-19 i globalnym spadku zarówno produkcji, jak i popytu, wynikającym z wprowadzonych blokad, banki centralne i rządy uruchomiły wszelkiego rodzaju tarcze, generując duże ilości pieniędzy na rynku. Przyczyniło się to do gwałtownego wzrostu popytu, za którym nie były w stanie nadążyć fabryki, które jeszcze kilka miesięcy wcześniej zmniejszały swoje moce produkcyjne w wyniku blokady i obaw o spadek popytu.
Transport najdroższy w historii
Zwiększony popyt na towary spowodował wzrost cen frachtu. W niektórych konkretnych przypadkach – nawet dziesięciokrotnie. Jak podaje serwis tirsped.com.pl, różnica w cenach frachtów rok do roku wyniosła ponad 196%. Na trasie Szanghaj – Gdańsk odnotowano wzrosty kosztów o prawie 485%.
To oczywiście przełożyło się na wzrost cen towarów. Do tego dochodziły problemy z czasowym zamykaniem portów, właśnie ze względu na pandemię, co również nie ułatwiało sprawnego gromadzenia zapasów. Zwiększony popyt przy niewystarczającej podaży zaczął powodować wzrost cen, bo chętnych do kupna nie brakowało. Wzrost cen napędzał dalsze zakupy – klienci obawiali się, że z każdą dostawą towar będzie droższy i uznali, że warto przygotować się na ten czas, gromadząc zapasy.
Efekty inflacyjne COVID-19
Jak to wygląda obecnie? Urzędnicy banków centralnych próbują zdusić wysoką inflację spowodowaną obecnością „taniego pieniądza” na rynku i przewagą popytu nad podażą. Stopy procentowe zostały podniesione kilkakrotnie w krótkim czasie, co spowodowało bezprecedensowy spadek zdolności przedsiębiorstw i klientów końcowych do zaciągania pożyczek. Spowodowało to również gwałtowny spadek popytu, a firmy nie miały wystarczająco dużo czasu na dostosowanie się. Sytuacja ta to ekonomiczny rollercoaster.
Co więcej, firmy utrzymują obecnie znaczne zapasy. Dlaczego? Obawiając się przestojów i ciągłego wzrostu cen, komponenty były kupowane w większych ilościach, niż wymagała tego produkcja.
Jednak w wyniku głębokiej i szybkiej rewizji stóp procentowych oraz ograniczenia zdolności kredytowej i inwestycyjnej w gospodarce nastąpił gwałtowny spadek popytu na towary. Producenci stanęli przed dylematem – co zrobić z zapasami, które nie są warte tyle, ile były w momencie zakupu?
Zerwane łańcuchy energetyczne i wojna w Ukrainie
Do tych czynników dochodzą skutki wojny na wschodzie i wzrost niepewności, co prowadzi do dalszego spadku zainteresowania produktami. W wyniku tego konfliktu mamy do czynienia ze wzrostem cen surowców energetycznych – gazu, węgla, ropy. Prowadzi to do zmniejszenia popytu, gdyż zarówno firmy, jak i klienci muszą zmagać się z rosnącymi cenami energii. Jest to kolejny czynnik powodujący dalsze zwiększanie zapasów przez firmy.

