O sile Pol-Sver stanowi zadowolenie naszych klientów – rozmowa z Januszem Nagórką
W zeszłym roku firma Pol-Sver obchodziła trzydziestolecie istnienia. O jej początkach, motywacji do założenia działalności i ludziach, którzy przez trzy dekady tworzyli przedsiębiorstwo, opowiada jej założyciel Janusz Nagórka.
Jak i kiedy powstała firma Pol-Sver?
Firma Pol-Sver powstała dokładnie 9 stycznia 1991 roku, a więc jesteśmy obecni na rynku już od 31 lat. Pierwotnie była to działalność zarejestrowana w Szwecji, która jako spółka-matka istnieje do dzisiaj. Było to spowodowane długim czasem oczekiwania na założenie działalności w Polsce – wszystko za sprawą zmian, które zachodziły w naszym kraju. Chętnych do prowadzenia działalności było wówczas bardzo dużo. Na początku istnienia firmy zatrudnionych było w niej dwóch pracowników, którym płaciłem pensje ze Szwecji. Z perspektywy czasu trudno jest jednoznacznie powiedzieć, co zaważyło na tym, że zdecydowałem się podjąć decyzję o założeniu własnej działalności. Kiedy pracowałem w Szwecji, miałem bardzo dobrze płatną pracę i dobre perspektywy.
Jak wyglądały początki firmy?
Prowadzenie własnej działalności było dla mnie czymś nowym. Budując wizję swojego przedsiębiorstwa, założyłem sobie, że mogę w pierwszym roku nie sprzedać żadnej maszyny. Pracowałem w Szwecji, więc czułem się w miarę bezpiecznie, a ponieważ żadnej pracy się nie bałem, uznałem, że jestem gotów podjąć ryzyko. Pierwszy kontakt z branżą w kraju miałem podczas Targów w Poznaniu w 1991 roku i reprezentowałem wyłącznie szwedzkie firmy.
Skąd pomysł na tego typu działalność?
Wybór był zupełnie naturalny, ponieważ przez 8 lat w Szwecji pracowałem w firmie, która produkowała urządzenia i maszyny związane z blachą, a więc takie, jakimi dziś zajmuje się Pol-Sver. Na początku pracy była to dla mnie zupełna nowość, ponieważ w Polsce pracowałem jako elektronik w zakładach radiowo-telewizyjnych przy uruchamianiu nadajników. Jednak kiedy wyjechałem do Szwecji, zdecydowałem się podjąć naukę w tamtejszej szkole, aby móc legitymować się lokalnym dyplomem. Po ukończeniu pierwszej szkoły miałem ochotę studiować dalej, jednak zdecydowałem się podjąć pierwszą pracę.
I jaka była ich reakcja?
Bardzo mi zależało na podjęciu tej pracy. Byłem na tyle zdeterminowany, że podczas rozmowy kwalifikacyjnej zaproponowałem właścicielowi, żebym przez pierwsze trzy miesiące pracował… za darmo. On oczywiście stanowczo odmówił. Szwedzkie standardy, nawet wtedy, były zupełnie odmienne od tych, które możemy, niestety, nawet dziś spotkać w niektórych polskich firmach. W taki niecodzienny sposób rozpoczęła się moja przygoda, która trwała ponad 8 lat. Praca tam nauczyła mnie bardzo wiele i pozwoliła zdobyć bezcenne doświadczenie.
Było to dla Pana duże wyzwanie?
Wyzwanie tak, ale nie czułem lęku, mimo że mój szwedzki nie był na tyle dobry, aby prowadzić rozmowy telefoniczne. Pamiętam, że pierwszy telefon wykonałem na polecenie szefa do przedstawiciela, który odpowiadał za sprzedaż naszych urządzeń w Norwegii. Języki skandynawskie są do siebie zbliżone, ale dużo zależy od tego, jak wyraźnie i jak szybko ktoś mówi, więc podjąłem to wyzwanie. Z całej naszej rozmowy zrozumiałem może z 10%. Pełen obaw powiedziałem o tym swojemu przełożonemu, na co on z uśmiechem odparł: – Nie przejmuj się, ja bardzo często też nie rozumiem, co on do mnie mówi.
Zrozumiałem wtedy, że mogę liczyć na dużą dozę zrozumienia. W mojej pracy bardzo pomogło mi zamiłowanie do rysunków technicznych. Los chciał, że byłem jedyną osobą, która mogła przygotowywać taką dokumentację do maszyn, które były najpierw produkowane, a następnie sprzedawane.
Co zaważyło na tym, że firma odniosła sukces?
Kiedy zaczynałem swoją działalność w kraju, założyłem sobie, że będę prowadził ją według szwedzkich standardów. Zawsze frontem do klienta, bo to on i jego satysfakcja stanowią fundament naszego istnienia. Co to oznacza? Odpowiedni serwis, otwartość na potrzeby kupujących, elastyczność. Nigdy nie oglądaliśmy się na konkurencję i zawsze szliśmy wytyczoną ścieżką. Znosiliśmy komentarze, że jesteśmy drodzy, że gdzie indziej można kupić taniej. To prawda, jednak nikt nie oferował tak wysokiej obsługi klienta i troski o zakupiony towar. Za naszymi obietnicami zawsze szło coś więcej. Nie było to możliwe bez odpowiednich ludzi. Osoby, którzy pracują w Pol-Sverze, to nie są przypadkowe jednostki. W naszej pracy nie używamy słowa „problem”. Problemem mogą być: choroba, śmierć, kataklizm. W naszej pracy mamy wyzwania, na które zawsze udaje się znaleźć rozwiązanie.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Przeczytaj również: Wyżarzanie międzykrytyczne – nowoczesna obróbka cieplna stali karoseryjnych